Uwaga: ta strona może używać plików cookies, jeśli chcesz tego uniknąć, wyłącz obsługę cookies w twojej przeglądarce

Turnus IV (2011)

KADRA:
Ksiądz Dyrektor Jan Jagiełka ks. Janusz Bachurski,
Zofia Munnich,
Krystyna Polak,
Zygmunt Zieliński

Znów jak co roku - kierunek PIEKOSZÓW
Jak zwykle na wstępie niemałe zamieszanie i po uroczystym powitaniu z wesołą zabawą w Ćwierćland i zapoznawaniem się oraz badaniach lekarskich sytuacja ustabilizowała się na całe 14 dni.
Od rana w poniedziałek zawrzało wokół gabinetó rehabilitacyjnych, zaś popołudnia bywały różne
Coś dziwnego ? gra w BOCCIĘ ? to taka dyscyplina paraolimpijska o walorach sportowo ? rehabilitacyjnych z prostymi zasadami dawała wilel radości uczestnikom. Nauczyli jej Waldemar i jego żona Majka.
Wyprawa na Podzamcze połączona została recytacją wierszy A. Mickiewicza i L. Schillera.
Ognisko z kiełbaskami w czwartkowy ciepły wieczór to okazja do spiewania wielu biesiadnych piosenek. Okazało się też, że raz po raz ktos zaskakiwał talentem ? choćby ks. Janusz dramatem ?Król Makaroni i Rozalinda?, kilku uczestników ze scenką ?Żuraw i czapla?, zaś w sobotę wieczorem scenka o grzechu Adama i Ewy.

Niedzielna wyprawa do Sandomierza i Chybic, gdzie proboszczem jest ks. Janusz była niezapomniana.
Słoneczna pogoda sprzyjała podróży statkiem po Wiśle i zwiedzaniu skarbów kultury w przepieknym Sandomierzu.
Poniedziałkowy wieczór upłynął bardzo miło na Koncercie życzeń.
Ksiądz Dyrektor oprowadził po Izbie Pamięci i przybliżył turnusowiczom a niektórym tylko przypomniał wiele szczegółów z życia Sł. Bożego ks. Wojciecha Piwowarczyka.
Zamist dyskotek odbył się prawdziwy bal przebierańców.
Rekolekcyjnie i w skupieniu uczestnicy powędrowali droga krzyżową, szukejac sensu cierpienia ludzkiego.
Tak to bardzo błyskawicznie upłynął czas dwóch tygodni i agapa trzeba było się pożegnać z obietnicami tęsknoty za sobą nawzajem. .



GAWĘDA POETYCKA
Na zakończenie turnusu 4 2011

Słońce spoza chmurki śle promyczek gończy niebo całe zachmurzone, bo się turnus kończy.
Dwa małe zajączki wlazły do kapusty i łzy gorzkie ronią, bo dom będzie pusty.
Ptaszki co na drzewach były koło domu smutne, nie chcą śpiewać, bo nie maja komu.
Nawet i kwiatuszki stoją jak z przymusu bez swej zwykłej krasy, bo nie ma turnusu.
I Ja tez się smucę, szczerze wam to powiem, pewnie zamknę w sercu turnus w Piekoszowie.
- co będę wspominać? Zapewne ognisko, kiełbaski i spacer pod samo zamczysko.
A wszak na długo mi tez pozostanie i koncert wieczorny i to zaśpiewanie.

? oj lecioł, lecioł, aż się wywolił, a jak się podniósł to leciał dali?.
To Ksiądz dyrektor tak wyśpiewuje przy czym gitary tez nie żałuje.
A jakie on Ci kazania prawi bo wszystkich chciałby po prostu zbawić.
I konferencje jeszcze do tego na temat Jana Pawła II.
Czyż nie mam wspominać o Wiśle złotej o Sandomierzu, o tym co potem było,
I o kościele i o katedrze która jest cała w błękicie, w srebrze.
Upał był wielki, więc dla ochłody zajadaliśmy na rynku lody.
Zaś po obiedzie przez okolice- na naszej trasie stoją Chybice.
Tu w cieniu, w blasku Świętego Krzyża Ksiądz Janusz Bachurski niebo przybliża,
Parafianom, a dodam smiele, że zakochany jest w swym Kościele.
Jeszcze zabawa raz była taka Hubert Hołbca ciął na boska,
A korowodem szły piękne pary i każdy tańczył, młody i stary,
A tego nie ma na pewno w Busku, żeby tańczyli ludzie na wózku.
Na samym końcu, o wielkie nieba, o teatrzyku wspomnieć by trzeba.
A teatr to Ci był nie na żarty, sam Król wystąpił Makaron IV
I Rozalinda przepiękna cała, co wędrownego grajka kochała.
I byli jeszcze żuczek z biedronką, która fruwała nad modra łąką.
Żuraw był, ten, co to dobry Boże, z czaplą się żenić nigdy nie może.
Ciągłe ćwiczenia, modły, zabawa, więc nikt się nudzić tu nie ma prawa.
Ach, gdybyż trochę czasu przybyło, to bym mówiła jak było miło.
Kiedy by spojrzeć na Waldemara to On i Majka- dobrana para.
Za nimi druga para pośpieszna: -Marek i Wierna małżonka Wiesia.
Teraz z kolei wymienić musze, tych, co umilali czas na turnusie.
Oni nie tylko czas umilali, lecz się solidnie napracowali.
Myli, czesali i podawali, a przy tym bardzo wdzięcznie śpiewali,
No, o kim mówię, kto mi podpowie? Właśnie to nasi opiekunowie.
To Staś, Marta, no i Monika, Kasia i Ola, Hubert listę zamyka
- znamy ich wszyscy to same asy- a Staś opiekun na wszystkie czasy.
Jeszcze tu wspomnę siostrę Angelę- kiedy ja widzę to się weselę,
Ona załatwia i usługuję, jak nic nie robi, to źle się czuje.
Jej zgrana ekipa, to z tej przyczyny, w niej same Jadzie, same Krystyny.
I chyba nie ma żadnego wózka, taka Ci to jest ekipa z Buska.
Wiem też, że Remik nie podaruje- szybko dla niego wierszyk rymuje.
Życzę by nadal prowadził w tany, kiedy do żony wróci kochanej.
Jeszcze Krystyna nam pozostała, co się o zdrowie nasze troskała.
Jeszcze nie jedna by zwrotka była, ale się właśnie karta skończyła.
Więc na ostatek ściskam każdego, życzę humoru, zdrowia czerstwego-
I na tym kończy się moja mowa- niechaj Was Pan Bóg w opiece chowa.