Uwaga: ta strona może używać plików cookies, jeśli chcesz tego uniknąć, wyłącz obsługę cookies w twojej przeglądarce

Danusia Wiaderna

W wigilię XXV Światowego  Dnia  Chorego, 10 lutego 2017 r. po godz. 18-tej zmarła Danuta Wiaderna - jeden z Założycieli Katolickiego Stowarzyszenia Osób Niepełnosprawnych, ich Rodzin i Przyjaciół „NASZ  DOM” oraz Członek pierwszego Zarządu. 15 lutego o godz. 10.30 modliliśmy się o życie wieczne dla niej na Mszy Św. w kościele św. Maksymiliana w Kielcach a  potem przewieziono jej ciało do parafii rodzinnej w Bedlnie k. Końskich, gdzie została pochowana.

To wyjątkowy człowiek cierpiący – umiała budować relacje przyjaźni - jak podkreślił ks. Stanisław Dyk w homilii. Mimo bardzo wątłego zdrowia i wielu trudności zdobyła maturę, co w tamtych czasach było niemałym osiągnięciem. Nie miała bogactwa, czy układów po ludzku, które przyciągałyby znajomych. Zatroskana o losy tych, których znała przyciągała swoją życzliwością i mądrością życiową. Zawsze gościnna i otwarta na rozmowy, choćby telefoniczne, wciąż zainteresowana tym co dzieje się u przyjaciół, po to by ich bóle oddać Bogu w modlitwie. Chętnie służyła dobrą radą i wsparciem. Przeżyła 75 lat i niewątpliwie znakiem życzliwości do niej był tłum ludzi obecnych na pogrzebie i 10 kapłanów koncelebrujących Mszę Świętą w Kielcach. 

 Na zakończenie koleżanka z Poradni Wychowawczo – Zawodowej w Kielcach przeczytała piękne świadectwo o dobroci i szlachetnym sercu Danusi. W Bedlnie modlili się za nią wierni przyjaciele, którzy towarzyszyli jej w ostatnim etapie choroby i samotności.
 

  A oto tekst pożegnania przeczytanego po Komunii Świętej:

Chciałam w imieniu moich Koleżanek z Poradni i swoim  własnym pożegnać  Cię Danusiu i przypomnieć kilka faktów z Twojego życia.

Pracowałaś z nami krótko, tylko pięć lat i z powodu stanu zdrowia byłaś zmuszona przejść na rentę. 

Od dzieciństwa borykałaś się z ciężką chorobą. Wychowywałaś w małej wiosce z której daleko było wszędzie : do szkoły, do kościoła, do przystanku autobusowego, do Końskich nie mówiąc o Kielcach ,czy innych większych miastach.

Pomimo różnorodnych przeszkód i trudności po ukończeniu szkoły podstawowej podjęłaś naukę w Liceum . Adaptacja do nowych warunków musiała  cię dużo kosztować, ale to wszystko pokonałaś. Opowiadałaś jaka byłaś szczęśliwa ,a cała rodzina dumna z Ciebie gdy zdałaś maturę.  W tamtych czasach to było duże osiągnięcie. Marzyłaś, żeby dostać pracę .Szczytem twoich marzeń była praca w jakiejś wiejskiej bibliotece.

W  życiu oprócz trudów  miałaś  dużo  szczęścia . Spotykałaś dobrych ludzi,  w których budziłaś zaufanie i chęć pomocy. Na pewno taką znaczącą osobą , którą Pan Bóg postawił na Twojej drodze była ówczesna dyrektor Poradni Psychologicznej  pani Alicja Rutkowska. To ona nie zważając na urzędnicze przeciwności zatrudniła Cię na stanowisku sekretarki w tej Poradni. Dzięki twojej inteligencji, pracowitości , sumienności, szybko się  zaklimatyzowałaś i stałaś członkiem naszego Zespołu. Jak wspomniałam pracowałaś krótko. Zwykle kiedy kończymy pracę to uroczyście nas żegnają zapewniają, że będą o nas pamiętać.. Kończy się to zwykle na pięknych słowach.

Z nam było inaczej. Nasza przyjaźń  trwała  nieprzerwanie do końca twojego życia. Cały czas kontaktowałyśmy się : odwiedzałyśmy Ciebie w domu, Ty odwiedzałaś nas. Uczestniczyłaś w naszym życiu, dzieliłyśmy się z Tobą i Ty z nami radościami, troskami,  i codziennymi wydarzeniami. Telefon umożliwiał nam długie rozmowy. Wiemy, ze nasza cała poradniana grupa była dla Ciebie ważna, a nawet mówiłaś, że byłaś z tej przyjaźni bardzo dumna.

Drugą grupą, która była istotna w Twoim życiu to wspólnota chorych i opiekujący się wami klerycy .

Dzięki tej wspólnocie Twoje kontakty osobowe bardzo się poszerzyły. Uczestniczyłaś z nimi w różnych spotkaniach: imieniny, urodziny, wspólne wyjazdy do Piekoszowa, do różnych sanktuariów i miejscowości turystycznych. Ja również kilkakrotnie uczestniczyłam we mszach św. które odbywały się w twoim mieszkaniu. Wszystkie miejsca były zajęte łącznie z kuchnią, korytarzem, tak dużo Was było. Było skupienie, modlitwa a potem śmiechy, dowcipy i dobre ciasto.

Wielokrotnie wspominałaś, że  klerycy stopniowo byli wyświęcani, stawali się szacownymi proboszczami, odbywali dalsze studia na uczelniach krajowych i zagranicznych, zdobywali kolejne stopnie naukowe. Jednak wielu z nich nie zapomniało o Tobie. Gdy byli w Kielcach, bądź przez nie przejeżdżali wpadali do Twojego domu na herbatkę, pytali o zdrowie, dzielili się wiadomościami ze świata. Bywało też ,że w czasie urlopów zabierali Ciebie i innych chorych na kilkudniowe wyjazdy religijno-turystyczne.

Odpowiedz nam Danusiu co takiego było w tobie, że nasza poradniana grupa, klerycy, księża i cały szereg innych osób, których nie będę wymieniać, żeby kogoś nie pominąć i nie sprawić mu przykrości-czym Ty przyciągałaś do siebie nas wszystkich? Nie bogactwem, bo go nie miałaś, nie znajomościami, koneksjami, bo ich nie miałaś, nie możliwościami załatwienia czegoś, bo też nie miałaś takich możliwości.

Nie możesz nam już sama na to odpowiedzieć. Pozwól, że odpowiem za Ciebie.

Nas wszystkich przyciągała jak magnes Twoja dobroć, bezinteresowność, szczerość, autentyczność, Twoja radość z obecności drugiego człowieka, Twoja chęć słuchania go, Twoja chęć rozmowy z nim. W takich spotkaniach nie eksponowałaś swojej osoby, nie użalałaś się nad swoim losem, oczywiście wspominałaś o leczeniu, kolejnych badaniach ,ale byłaś pełna optymizmu, wnosiłaś radość.

Uczyliśmy się od Ciebie wytrwałości, cierpliwości, akceptacji tego co przynoszą kolejne dni.   

Skąd to brałaś?

 Bardzo dużo wyniosłaś z własnego domu. Z opowiadań Twoich, twojej mamy i moich własnych obserwacji wiem, że wasz dom był domem pełnym miłości i wzajemnej  rodzinnej troski.

Wcześnie straciłaś ojca ,ale Twoja mama otaczała Was wielką  miłością. Szczególna troską otaczała Ciebie. Nauczyła Cię pracowitości, wytrwałości, pokonywania trudności, a przede wszystkim  szacunku, do drugiego człowieka. Po jej śmierci  opiekę i troskę nad Tobą przejęła Twoja młodsza siostra Alusi.  Wstawała o świcie żeby Cię zarejestrować do lekarzy, zająć kolejkę ,kupić leki, a przede wszystkim była z Tobą, towarzyszyła Ci na co dzień , zapewniała Ci poczucie bezpieczeństwa. Opiekowała się Tobą do ostatnich chwil Twojego życia i wiemy, że jesteś jej za to  bardzo wdzięczna .

Danusiu. Teraz nas już opuściłaś, nie ma Cię już wśród żywych, ale wierzymy, że dobry Bóg przyjął Cię do siebie . Spoczywaj w spokoju.